Wyjątek HARDEJ

W swoim czasie napisałam, że Super Pies HARDA nigdy nic nie zbroiła, z jednym małym wyjątkiem. Ten wyjątek zdarzył się w grudniu roku 1984. W planie były przenosiny na nowe miejsce zamieszkania, córka już mieszkała w Kraśniku, więc my, dobrzy rodzice, przygotowaliśmy dziecku paczki mikołajkowe.

Paczki były nie tylko dla naszej córki, ale i dla moich siostrzeńców, w sumie było tego dużo. Zawierały rarytasy ówczesnych czasów : czekoladowe cukierki w kilku rodzajach, kukułki (jeśli ktoś nie zna wyjaśniam, że są to cukierki z alkoholem ), jakieś mniej ważne inne słodycze, a na dokładkę – kakao ( córka lubiła jeść je z cukrem ), a wszystko w ilościach dużych i bardzo dużych: po kilogramie lub więcej każdego gatunku. Psy były nieszczęśliwe, zagubione, zdezorientowane - większość rzeczy i mebli spakowana, wszystko gotowe do przeprowadzki. Teraz już nie pamiętam powodu dla którego Harda została zamknięta w pokoju, w którym na podłodze leżały nieszczęsne paczki, ale wiadomo było, że do tego pokoju można było zamknąć jedynie Hardą -  nigdy niczego nie kradła, nic nie brała bez pozwolenia, ale do czasu... Przypuszczalna przyczyna zamknięcia Hardej -po utarczce z Zadrą obie suki musiały być chwilowo rozdzielone i to mogła być ta ostatnia kropla...

Po moim powrocie do domu i wejściu do pokoju z Hardą ujrzałam pobojowisko. Wszystko co mogło być rozdarte, zostało rozdarte, wprawdzie nie wszystko zostało zjedzone ( biedna, nie dała rady ), wszystko co mogło być rozsypane, zostało rozsypane, a na tym wszystkim moja dotychczas tak grzeczna Hardusia z miną winowajczyni próbowała zapaść się pod podłogę. Zjadła około pół kilograma kukułek (kakaowe cukierki z alkoholem ), kilogram czekoladek różnych, ( w nich też było kakao ), z papierkami i folią, a także pół puszki kakaa ( jak je otworzyła - pytanie bez odpowiedzi ). Nie zdążyłam udzielić nagany mojej nienasyconej suce - kakao ( tak piszą we wszystkich podręcznikach jest toksyczne dla psa) i to w takiej ilości bardzo jej zaszkodziło. Brązem wymiotowała wszędzie i na wszystko, na podłogę, na meble, na nas. Nie było czasu do stracenia, trzeba było zająć się intensywnym ratowaniem Hardej i nikt nie miał głowy, by skarcić złodziejkę, ale czy jej się upiekło? Myślę, że takie zatrucie dało Hardusi porządną nauczkę. Był to jej pierwszy, a zarazem ostatni "wyczyn". Dalej znowu była grzeczną, posłuszną, bezproblemową Super Hardą, a wybryk zestresowanej ponki okazał się wyjątkiem podkreślającym regułę.