Psia miłość

Nie wiem jak jest w innych hodowlach, w moim siedmio-członowym stadku panują różne uczucia, od nienawiści do miłości. I tak było od zawsze. . Za początek PON-iego stada przyjmuję luty 1983 r. 10 lutego przywieźliśmy JEDYNĄ z Henrykowa, która wkrótce zarobiła na domowe imię - ZADRA.

Po drugą ponkę pojechaliśmy całą rodziną nie wyłączając naszej "pierwszej" - Hardej. Jedyna przyjęła nas wszystkich nieufnie (od zarania nie lubiła obcych), dopiero w domu po zapoznaniu się ze wszystkimi kątami, z kotem Szpakiem i swoją miską spojrzała na nas łaskawszym okiem. Harda, dobry pies, zaakceptowała  małą "rozpuszczoną" (jedynaczka!) zębatą kulkę bez żadnych zahamowań radośnie zgadzając się na wszelkie zabawy, gonitwy i zapasy proponowane przez Zaderkę. Wszystko układało się znakomicie do czasu urodzenie przez Hardą szczeniaków. Obie jednocześnie poczuły przypływ uczuć macierzyńskich, ale prawdziwa matka zazdrośnie strzegła swoich dzieci przed młodą, dziewięciomiesięczną uzurpatorką. Zaczęły się konflikty. Bywało że Harda trzepnęła zębami Zadrę,a Zadra nigdy niczego nie puszczała płazem. My w obawie, że mogą w przepychankach ucierpieć maluszki rozdzieliliśmy warczące, nienawistnie patrzące na siebie suki. Szczeniaczki odeszły do swoich właścicieli a wzajemna uraza Hardej i Zadry pozostała.

  Zadra, jak na przyszłą hodowlaną PON-kę przystało bywała na wystawach psów. Na jednej z pierwszych wystaw spotkała SZERSZENIA z Zeriby. Nie wiedzieliśmy co wstąpiło w naszą nie znoszącą innych psów Zaderkę. Na jego widok suczka dostawała amoku z radości, wyczyniała przedziwne wygibasy aby mu się tylko przypodobać - orzekliśmy - Zadra zakochała się, wybrała sobie męża. Taką radość okazywała przy każdym spotkaniu tylko z nim, jedynym, Szerszeniem. Niestety Szerszeń nie doczekał czasu kiedy zdecydowaliśmy się na krycie Zaderki, nie został jej "mężem", odszedł przedwcześnie.

   CZEKAN, syn z drugiego miotu HARDEJ został przywłaszczony przez Zadrę. To ona uczyła go wszystkiego, każdego zachowania. Na wiele mu pozwalała, ale swoich przywilejów przywódcy stada strzegła zazdrośnie.

Bawiły się prześlicznie, Czekan zapatrzony w swoją opiekunkę i mentorkę, a później "żonę" zgadzał się na wszystkie dziwactwa i wyczyny swojej "ukochanej" i tak to trwało kilkanaście lat. Przybywało nam PON-ów (suk), ale  Czekan do żadnej z nich nie czuł już takiej miłości jak do JEDYNEJ (Zadry) z Henrykowa, swojej jedynej.

    WATRA ma jedną antypatię - swoją młodszą o 1.5 roku przyrodnią siostrę ZWINKĘ. Nie cierpią się od szczenięctwa Nusi, niechęć nie maleje z wiekiem, rośnie raczej. Doszło do tego, że nie spotykają się wcale, ani w domu ani w ogrodzie. Żyją w osobnych stadach. Natomiast córki Watry Kraska i Perła są na specjalnych prawach. Mogą sobie pozwolić na wiele więcej niż pozostałe psy, mogą nawet warknąć na matkę i ujdzie im to płazem!

   OGNIK wśród trójki dzieci Watry (miot "P") wybrał sobie czarno- białą suczkę, tę którą zamierzaliśmy zostawić sobie. Ją wylizywał, z nią się bawił, jej bronił nawet przed pozostałą dwójką. Ta miłość nadal trwa. Dla nas to jest widoczne w drobnych gestach, w innym sposobie traktowania, w uśmiechu na psim pysku. Znakomitym zobrazowaniem tego jest zachowanie Ognika przy otrzymaniu od nas jakiego smakołyku, na który Ognik ma niewielką ochotę. Bierze  np.z mojej ręki to coś, kładzie sobie na przedniej łapie i pilnuje przed pozostałymi psami, ale tylko zbliży się Perełka pokazuje jej to co ma na łapie i pozwala się posilić. Nie tak dawno Ognik znalazł na podłodze orzech laskowy. Sam nie lubi, więc wziął go w dwa zęby, zaniósł Perełce pod pysk. Perła nie omieszkała przyjąć smakowitego dla niej podarunku

   W wyniku niechęci, a nawet nienawiści dzielącym siedem PON-ów utworzone zostały dwa stada: Zwinka, Roki, Kraska, Perła, Moja są z nami w domu i ogrodzie a oddzielone  Watra i Ognik. Po zmianie w zamknięcie, "pod klucz" idą Zwinka i Roki. Do walk między Ognikiem i Rokim jeszcze nie doszło, ale wolimy nie wystawiać ich chęci dominacji jednego nad drugim na zbytnie pokusy. A kiedyś, do niedawna żyły w ogromnej przyjaźni, stanowiły nierozłączną parę, wydawało się, że nic nie może ich rozdzielić.

Ale ile może suka w cieczce?! Przyjechała "dama serca" obydwu psów, a dostał ją tylko jeden. I tak skończyła się piękna przyjaźń a zaczęło groźne powarkiwanie i polowanie Ognika na Rokiego pod hasłem "poczekaj dopadnę cię i zagryzę" Roki za bardzo nie przejął się pogróżkami ale my, ludzie tak. Nienawidzę łatania ran i zmywania krwi ze ścian.

I tak żyjemy w zgodnym stadzie my rodzina, kot i siedem psów, pod jednym warunkiem, że dwa z tej siódemki jest zamknięte, oddzielone drzwiami zamkniętymi na klucz (klamka nie wystarczy).