Nie wierz psu...

WATRA, ukochana suczka swojej Pańci, wydawałoby się, zrównoważona, mniezawodna, przewidywalna w każdym momencie i w każdej sytuacji, a jednak i jej przydarzał się wyskok (w tym przypadku rozumiany dosłownie).

Któregoś roku w kwietniu pojechaliśmy z Watrą na wystawę do Austrii do Graz-u. Była prześliczna wiosenna pogoda. Udaliśmy się zatem na zwiedzanie miasta, oczywiście z psem. Weszliśmy na górę zamkową, a ponieważ nie było tam pojazdów mechanicznych Watra chodziła luzem przy mojej nodze, spokojnie, tu powąchała jakąś trawkę, tam kwiatek, była głaskana i pieszczona przez współzwiedzających, zwracała na siebie powszechną uwagę urodą i zachowaniem godnym księżnej. Spacerowaliśmy, oglądaliśmy wspaniałe widoki, zachwyceni miejscem i swoim psem, aż doszliśmy do muru o wysokości około metra, Za murkiem. kilkadziesiąt metrów poniżej był dziedziniec zamkowy, na który w dawnych czasach zrzucani byli skazańcy, właśnie z tej wysokości.

Przystanęliśmy słuchając opowieści naszego przewodnika, a tu nagle między nami na wygładzonej, marmurowej powierzchni muru pojawiła się Watra i nie znajdując zaczepienia zaczyna zjeżdżać na drugą stronę!! Wykazaliśmy się znakomitym refleksem łapiąc ukochaną moją suczkę za skórę na zadku i ratując ją przed niechybną śmiercią.

Ta przygoda mogła skończyć się tragicznie nie tylko dla Watry. Miałam wyraźne odczucie, że gdybym nie zdążyła złapać psa świadkowie tej sceny urządziliby nam samosąd - kto wie czy nie wylądowalibyśmy na dziedzińcu straceńców zaraz za naszą PON-ką.