CZESANIE

Stwierdzam autorytatywnie, z wysokości kilkunastoletniego doświadczenia, że każdy PON "czesze się" inaczej. Zależy to od charakteru psa, treningu wczesaniu, użytych narzędzi i kosmetyków, a przede wszystkim od gatunku szaty i ilości podszerstka.

Zacznę od początku czyli od Hardej. Harda, bardzo dobry pies szybko pojęła i zaakceptowała, że do codziennego sprzątania mieszkania przynależało czesanie dwóch suk Asunty - afganki i jej. Odbywało się to prosto, bezboleśnie, z przyjemnością obustronną (nie dotyczy charcicy ). Mówiłam pokaż brzuszek, Harda natychmiast leżała do góry nogami poddając poszczególna części ciała zabiegom "fryzjerskim", po wyczesaniu głowy, brzuszka, czterech nóg, na hasło stój wstawała, następował ostatni szlif, grzbiet i ostateczne szczotkowanie, nagroda dla suczki za grzeczne zachowanie się, trwało to parę minut. Miała fantastyczny włos, łatwy do pielęgnacji. Następna PON-ka, także od małości przyzwyczajona do szczotki i grzebienia nie była już taka "łatwa". Mimo dbałości mojej o jej szatę potrafiła zrobić sobie kołtuny, trzeba je było rozczesać, a wtedy grzebień traktowany był jako narzędzie tortur. Wymyślała, a była bardzo pomysłowa, przeróżne sposoby na chowanie newralgicznych miejsc, z kołtunkami, a to pod łapę, a to pod brzuch, a to pode mnie. Zazdrość jednak była silnym bodźcem, zawołanie Hardej do czesania natychmiast zmieniało nastawienie Zaderki ( JEDYNEJ z Henrykowa) do grzebienia,  grzebień robił się "cacy", byle być przed Hardą.

Przybywało psów w moim domu, został CZEKAN, długo był do sprzedania, nie przykładałam się już tak bardzo do czesania, pilnowałam jedynie aby się nie skołtunił. Na efekty długo nie trzeba było czekać. Czekanek podrósł, przed każdą wystawą musiał być wyczesany, wyszczotkowany, a bardzo tego nie lubił. Na miejsce, gdzie odbywały się zabiegi pielęgnacyjne dobry, posłuszny pies szedł bardzo wolno, a nuż się Pani rozmyśli, da mu spokój, zostawi tak jak jest. Szatę miał bardzo gęstą, z dużą ilością podszerstka, odziedziczoną po ojcu a nie po matce - Hardej. Zadra szła "pod nóż" pierwsza, nie dała się wyprzedzić, ale wyczesanie jej to była drobnostka w porównaniu z Czekanem. Na niego poświęcić trzeba było najmarniej godzinę - dwie. Nie lubiliśmy tego, Czekan i ja.

Teraz mamy siedem PON-ów i każdy przy czesaniu zachowuje się inaczej. Moje psy wiedzą kiedy mam zamiar je czesać, a ponieważ tego nie znoszą, każde z nich chowa się na z góry upatrzone miejsce i udaje, ze go nie ma. Watra np. błyskawicznie znika za fotelem, tak, że widać jej tylko czubek nosa niuchający, czy to czasem nie jej kolej. Trzeba jej to przyznać, innym moim ponom także, że zawołana na miejsce czesania idzie ( jak na ścięcie) noga za noga, powolutku, poganiana słownie ( może by tak szybciej!!), w końcu dociera do miejsca kaźni, zwiesza łeb i stoi lub leży spokojnie, dopóki nie dojdę do przednich nóg. Wtedy nabiera wigoru, pokazuje jaka jest mimo wieku sprawna fizycznie, wykazuje niesłychaną pomysłowość w chowaniu łap, aby ich tylko nie tykać grzebieniem, całą sobą woła "ja tego nie lubię!!" i na nic zdadzą się smakołyki, nic wtedy jej nie interesuje poza uniknięciem czesania. Po takiej demonstracji swojej niechęci ja z kolei demonstruje jej swoją silę i zdecydowanie, ona ulega i czesanie we względnym spokoju dobiega końca. Moje "wolna" prowokuje radosne ujadanie i ustawienie się w kuchni przy szafce w oczekiwaniu zasłużonej nagrody. I tu dodam, ze niechęć Watry do czesania właśnie tych miejsc ma swoje uzasadnienie - po każdym posiłku i piciu czyści sobie brodę o przednie łapy i w efekcie jest to miejsce najbardziej skołtunione.

Roki jest najtrudniejszy przy czynnościach pielęgnacyjnych, za grosz nie ma cierpliwości do człowieka z grzebieniem, a w dodatku ma sierść łatwo spilśniającą się - istny koszmar. Nie dość tego, przy czesaniu ( w czasie kąpieli też) rozlega się nieustanny skowyt, uszy puchną, żadne perswazje nie pomagają, piszczy i już. Takie czesanie całego psa trwa i trwa, bywa że zajmuje mi to cały wieczór.

Kraska to powtórka swojej babki Hardej, znakomity włos, mimo że z dużą ilością podszerstka, nie kołtuni się wcale, gdyby nie linienie można by jej nie czesać. Nawet jeśli spilśni jej się sierść ( za uszami, na łapach ) wystarczy parę ruchów szczotki. Warunkiem koniecznym jest nieobecność Pani, naszej córki, bo jej obecność niweczy wszystkie nasze starania - Pani obroni!

Zazdrość natomiast jest motorem działania Ognika - jeśli zbyt długo czeszę którąś suczkę (poza Watra -ona jest wodzem i ma pierwszeństwo) - Ogniątko wpycha swój wielki łeb pod moją rekę ze szczotką czy grzebieniem z mina mówiacą "dość tego, teraz ja!" Czesze się go równie dobrze jak Hardą, Kraskę i Perłę - co to znaczy łatwa w pielęgnacji szata!!!

Pominęłam Zwinkę, matkę Ognika, ale ona często jest oddzielona od stada ( nie znoszą się z moją ukochaną Watrą). Wszelkie zabiegi pielęgnacyjne traktuje jako nagrodę, "pani się mną zajmuje", pozwala na wszystko, nawet wydzieranie kołtunów nie niweluje tej przyjemności, ona jest z Panią, a to liczy się przede wszystkim.

I na koniec najmłodsza moja pociecha - Moja (RADOSNA Blusałka). Tak naprawdę dopiero się okaże jaka będzie jako zupełnie dorosła suka. Teraz nie sprawia żadnego specjalnego kłopotu, w czasie czesania podobnie jak Watra i Perła ucina sobie drzemkę i tylko biedna Pani ( czyli ja ) męczy się machając szczotką. Ile tych machnięć szczotką jest w czasie jednej sesji - nie zliczę, ale chciałaś babo to masz. Do czesania jeden - dwa PON-y w zupełności by mi wystarczyły, a te siedem to doprawdy lekka przesada.