BŁĘDY WYCHOWAWCZE

MOJA ŚLICZNA (RADOSNA Blusałka) przybyła do nas jako siódmy PON w wieku 6.5 tygodnia, zadomowiła się natychmiast podbijając serca ludzi i naszego zwierzyńca. Tylko najstarsza Waterka trochę na nią powarkiwała zaznaczając, że ona tu rządzi. Suczka okazała się radosnym, uroczym szczeniakiem otwartym na ludzi, towarzyskim, skorym do zabaw ze wszystkimi. Zadowoleni, że mamy takiego świetnego pieska pozwoliliśmy jej żyć na luzie, w stadzie, przestrzegając jedynie zasad, które obowiązywały inne psy, socjalizację odkładając na "później".

I tak sobie rosła Moja Radosna, nie znając smyczy, ruchu ulicznego, pozbawiona poznawania różnych sytuacji życiowych. Miała prawie pół roku, kiedy okazało się że u Mojej obowiązkowy tatuaż (robiony w pachwinie) czytelny jest jedynie częściowo (tatuaż konieczny przy np. prześwietleniu w kierunku dysplazji, przy niektórych przekroczeniach granicy). Ustaliliśmy z hodowcą datę poprawki tatuażu, pojechaliśmy kilkastet kilometrów zabierając Moją, przy czym najpierw zaliczyliśmy wystawę psów, a po kilku godzinach oszołomioną nowym wrażeniami suczkę zawieźliśmy na zabieg. Miał być bezbolesny. Może i był, nie byłam w skórze swojego psa, ale faktem jest, że Moja została rozłożona do góry łapami, na stole, trzymało ją troje obcych ludzi, kochani Państwo zamiast pomóc, uwolnić, pocieszyć kochane maleństwo przyłożyli się do dręczenia niewinnego stworzonka.

Wróciliśmy do domu, znowu puszczając luzem szczeniaka. Było to na początku maja, ale ponieważ zgłosiliśmy ją na czerwcową wystawętrzeba było przygotować pieska do wrażeń wystawowych. Okazało się dopiero wtedy, że nastawienie do ludzi u Mojej Ślicznej diametralnie się zmieniło. Każdy człowiek nastawał (w jej mniemaniu) na jej wolność, zdrowie, życie, każdy człowiek kojarzył jej się z doznaną krzywdą, wpadała w panikę przy każdym zwróceniu na nią uwagi, drżała z trwogi przy dotknięciu przez obcego człowieka, a w dodatku Państwo też nie byli godni zaufania, lepiej było się schronić gdzieś daleko od nich, od tych podłych ludzi. My, niby doświadczeni hodowcy pozwoliliśmy na takie potraktowanie zwierzaka. Nigdy więcej, ale przysłowie mówi "mądry Polak po szkodzie" Zaczął się mozolny proces odwracania szkód wyrządzonych w psychice młodziutkiej PON-ki. Proces ten trwa do dzisiaj i bardzo się cieszę, że jest skuteczny. Moja ma jeszcze chwile paniki, ale coraz rzadziej i nie są takie niebezpieczne, jeśli już ucieka, to do naszych nóg, odzyskaliśmy jej zaufanie, jesteśmy BEZPIECZEŃSTWEM dla naszej młodziutkiej Radosnej