Zadra na wycieczce

Zostaliśmy zaproszeni całą rodziną ( ja, mąż, córka i dwa PON-y) do przyjaciół mieszkających w leśniczówce w głębokim lesie. Było piękne, wiosenne, ciepłe popołudnie. Po dalekim leśnym spacerze (my, gospodarze: Ania i Tadek, Zadra i Czekan) zasiedliśmy na leżakach i krzesłach turystycznych w ogrodzie przy piwie podanym w pięknych szklanych kuflach. Zadra była trzymana przez męża na długiej smyczy, a Justyna rzucała jej patyk do aportowania. W pewnym momencie, Tadek, patrząc na ganiającą między kuflami Zaderkę postanowił zabrać zagrożone szkło. Biedak zapomniał, że co stoi przy mnie to dla Zadry absolutna świętość, niedotykalne tabu!! Zabrał kufel swój, Ani i podniósł mój. Tego było za dużo dla mojej PON-ki. Niespodziewanie szarpnęła smycz, w wyniku czego mój mąż spadł z krzesła, a ona złapała zębami sztruksowe spodnie Tadka trochę poniżej pasa. Sztruks, jak to sztruks, łatwo się rwie, więc Zaderka musiała co chwilę poprawiać chwyt (robiło jej się za dużo materiału w pysku). Zdumiony, zaskoczony Tadek, z podniesionymi do góry rękami w których trzymał chronione kufle, z niedowierzaniem patrzący na oddzierany ze swoich spodni pas materiału przedstawiał sobą obraz komiczny. Anka, żona Tadka tak się śmiała, że leżak na którym siedziała złożył się na niej. My także rozśmieszeni i trochę przerażeni długo nie byliśmy w stanie odwołać psa. Trwało to do chwili, gdy Zadrze skończyła się nogawka do oddarcia. Dopiero wówczas oprzytomniałam na tyle, aby krzyknąć sakramentalne "Nie rusz". Myślę, że ta scena zostanie w pamięci do końca życia wszystkich uczestników zdarzenia.