W co się bawić?

Jestem w ogrodzie z pięcioma PON-ami. Zaczyna się zabawa: W ogrodzie zawsze są jakieś psie zabawki i kije ( błąd w sztuce wg behawiorysty Fischera - zabawki powinny być wydzielane jako nagroda za wykonanie jakiegoś polecenia), każde z psów łapie swój, ale to tylko chwilowo. Najlepszy, najważniejszy patyk (drąg grubości mojego ramienia lub cienki patyczek - bez znaczenia wielkość) jest ten, który ma inny pies. Po chwili zabawkę ( patyk, trójkąt lub kółko ) dzierży w zębach Moja, Perła stara sie jej go odebrać, zaczyna sie gonitwa, Perła dogania Moją, zabiera to coś co ma w pysku Moja i to coś staje sie mało ważne, zostawione gdzieś leży spokojnie aż zabierze to coś Kraska. Kraska wtedy dumna jak paw, przychodzi pochwalić się do mnie i pokazuje jak to ona pięknie się prezentuje z aportem w zębach. Kraska nie popuści, nie odda zdobyczy żadnemu czworonogowi, kiedy już jest usatysfakcjonowana pochwałami Pani, zabiera zabawkę, kładzie się w swoim ulubionym miejscu przed schodami i pilnuje tego czegoś. Moja "zdobywa" nastepną zabawkę i ogryza ją. Tymczasem Perle znudziła się już zabawa w zabieranie, teraz zaczyna sie zabawa w "goń mnie". Moja leży spokojnie, a Perła zaczyna dookoła niej robić kółka. Okręgi po których krąży na początku są duże, ale każdy następny mniejszy, aż na moment zatrzymuje się przy Mojej w charakterystycznej pozie (wygląda to jak ukłon), odwraca sie i ucieka. Teraz Moja goni Perłę, trwa to dość dlugo, śmigają suki przed Ognikiem, i wreszcie Ognik tego nie wytrzymuje, rusza w pościg. Przy szybkości i sprawności Ognika obie nie mają szans, Ognik łapie za tyłek Moją ( jest z tyłu ) i roluje ją. Robi się kocioł, bo Perełka wraca oburzona, że przerwano jej taką świetną gonitwę, ale zaraz się udobroducha, kotłują się, że nie można rozpoznać która łapa do którego psa należy. Oglądam tę zabawę powtarzajacą się w różnych wariantach, ciepło robi mi się na sercu i zastanawiam się - po co mamy kamerę? To wszystko odbywa sie na prześlicznym tle kwitnacej dzikiej śliwy, rozrośnietej, obsypanej kwiatami tak, że nie widać gałązek, na tle młodziutkiej zieleni innych krzewów, na swieżej, ledwo wystajacej z ziemi trawie. Stoję i patrzę urzeczona urodą, sprawnoscią i zwinnoscią bawiącej się trójki Matrona Watra przyglada sie wraz ze mna córce, wnuczce i "mężowi", już trochę zmęczona przynoszeniem patyka Pani.  Pozostawione w domu Roki i Zwinka wyciem dają znać, że one też chcą, że czas na zmianę - Watra i Ognik precz, one muszą.... Po zamianie, po chwili kocioł jest także z trzech PON-ów ale ma wiecej czarnego, to Roki zastapil Ognika, nareszcie jest w swoim żywiole.Moja na przywitanie oddala cześć Zwince, szczerząc do niej zęby w uśmiechach, zwinięta w serdelek, krecąc radośnie tyłeczkiem (nigdy nie wita Watry). Perła i Moja są niestrudzone do chwili, gdy zawołałam je na karmienie. Okazuje się przy wejściu, że Moja ma we włosach gałązkę bardzo kolczastą (mamy w ogrodzie taki krzew o nieznanej mi nazwie, o kolcach dlugosci 1.5 cm, kwitnący przepięknie w czerwcu), okreconą kudłami, z trudem ja wyplatałam. Na trawniku pozostał ślad w postaci sierści białej, czarnej, szarej, popielatej...