CZEKAN i drób (żywy)

 Pewnego dnia, przedwiośniem roku 1985 wypuściłam do ogrodu psy: młodziutkiego Czekana i dorosłą już Zadrę, sprawdziwszy uprzednio czy brama i furtka są zamknięte. Były! Zaderka zajęła się swoim przybranym, podrośniętym szczeniakiem, a ja wróciłam do domu i zabrałam się za gotowanie i sprzątanie, od czasu do czasu spoglądałam przez okno - moje pieski bawiły się bardzo ładnie: tarzały się w ubiegłorocznych liściach, urządzały gonitwy, co jakiś czas obszczekiwały przechodniów przy płocie. W pewnym momencie zerknęłam i spostrzegłam za ogrodzeniem, na ulicy dwie rozmawiające kobiety. Jedna z nich, zwrócona w kierunku ogrodu, wymachiwała laską. Wygłądało to tak, jakby groziła naszym psom! Przyjrzałam się dokładniej, sprawdziło się moje pierwsze wrażenie - one coś chciały od Czekana! Nagle usłyszałam wrzask kury! Zbiegłam na dół i popędziłam do miejsca gdzie stały moje psy w kupie, jak mi się zdawało, zeschłych, brązowych liści. Już kilkanaście metrów przed stwierdziłam, że to nie liście lecz brązowe, fruwające pióra z kury, którą Czekanek przytrzymywał łapą. Z ptaka co jakiś czas wydobywał się żałosny skrzek! Zaderka przezornie stała kilka metrów od Czekana z miną mówiacą - czekaj, zobaczysz co Pani za to ci zrobi! Dotknęłam nieszczęsnej kury, a ta z gdakaniem zaczęła uciekać. Czekan za nią! Zabrałam ledwo żywe stworzenie sprzed pyska psa żeby je obejrzeć. Kura była goła. Zostało na niej jedynie kilka piór na ogonie i skrzydłach, ale była cała, bez jednego draśnięcia! Po kilku koniecznych wyjaśnieniach z przyglądającymi się wydarzeniu kobietami zaczęłam realizować grożbę zawartą w spojrzeniu Zaderki. Ona już taką nauczkę przeszła w młodości i wiedziała, że kur nie należy gonić, skubać, a tym bardziej uśmiercać. Postawiłam ptaka przed winowajcą, któremu uprzednio wyjaśniłam, że jest brzydkim, wstrętnym psem. Czekanek wysłuchał, ale gdy zobaczył uciekającą kurę nie wytrzymał - próbował jej dopaść. Zatrzymałam go groźnym "fe", przytrzymałam kurę (miała jeszcze sporo energii), a Czekanowi kazałam warować z nosem przy niej. Najlżeszy ruch w kierunku oskubanego ptaka kończył się przytrzymaniem go za kark i złowróżebnym "fe". Trwało to chwilę. Następnie znowu zmobilizowałam kurę do ucieczki, ale tym razem Czekan tylko na nią patrzył nie ruszając się z miejsca. Cała procedura została powtórzona i gdy się przekonałam, że pies przestał się interesować paradującą przed nim kurą - zakończyłam lekcję. Niewątpliwie był to drób sąsiadki dlatego wypuściłam ptaka na jej podwórze. Kura z głośnym gdakaniem dołączyła do stada, a ja chwyciłam za telefon aby powiadomić sąsiadkę (i przeprosić)o zaistniałej sytuacji. Odpowiedziała mi, że jeśli się nie brzydzimy jeść po psie możemy ją dobić i ugotować! Odparłam, że kura jest już na jej podwórzu i tylko proszę aby zwróciła na nią uwagę czy czasem nie padnie po takich przeżyciach. Tę kurę widziałam jeszcze przez kilka dni, później nie, więc pewnie sąsiedzi się nie brzydzili i włożyli ją do garnka!