HARDA

HARDA z Dobieszowic - przybyła do naszego domu jako czteromiesięczne dzikie zwierzątko, wzięte z kojca, gdzie wychowywało się z owcami i kozami (bił od niej powalający smrodek ), gdzie najprawdopodobniej tłoczące się do miski szczeniaki były odrzucane nogami. Stwierdzenia te wynikają z obserwacji zachowań czarno-białej (pełny kolor ukazał się po kąpieli, już w domu) suczki. "Oswajanie" trwało około dwu tygodni.

W tym czasie nauczyła się, że do miski można bezpiecznie podejść w obecności człowieka, że można przyjąć z naszej ręki smakołyk ( do końca życia zostało jej przekonanie, że nie bierze się nic z obcej ręki ), że głaskanie i drapanie bywa przyjemne (to ostatnie szczególnie przy nasadzie ogonka - takie skrobanie sprawiało jej przyjemność nawet, gdy to czynił ktoś spoza naszej rodzinnej trójki), że potrzeby fizjologiczne załatwia się na dworze. Zaczęła też pojmować jaka to radość mieć kochających właścicieli, być z nimi i zaufać im w pełni. To zaufanie i wiara w nas, rodzinę, była wprost nieprawdopodobna. Potrafiła stać bez ruchu, gdy "na żywca" wydłubywałam jej igłą z grzbietu nosa łeb kleszcza.

Po okresie asymilacji wzięłam się za uczenie Hardej podstawowych komend: siad, stój, zostań itp. Nauka szła błyskawicznie. Wystarczyło kilka powtórzeń i Harda zapamiętywała hasło na stałe i w określonej pozycji i miejscu trwała do odwołania (wolna! ). I tak kiedyś chciałam sprawdzić jak długo może pozostać w pozycji "siad". Posadziłam ją na środku pokoju, spojrzałam na zegarek i kiedy się obudziłam po dwóch godzinach moja niezawodna suczka siedziała w tym samym miejscu, bez ruchu. Dopiero moje wołanie wyzwoliło w niej szał radości. To się nazywa mieć super psa. Harda przez całe, niestety krótkie życie nigdy nic nie zbroiła (z jednym wyjątkiem, a ten jak wiadomo, podkreśla regułę), nigdy nie zasłużyła na skarcenie. Była dla mnie psim ideałem i szkoda, że miała tak mało potomstwa, aby przekazać im w spadku swój cudowny charakter. Dużo dłużej niż Hardą cieszyliśmy się Hardusiowym charakterem w Czekanie, jej synie, a o nim w opowiadaniu piątym.