Ach, te imiona...

OGNIK - to imię jednego z naszych  psów. W takiej formie figuruje w rodowodzie i w takiej teoretycznie używane jest  w domu. Często zdarza się jednak, że przybiera różne zdrobnienia. W zależności od nastroju nasz drogi psiak jest Ogniczkiem, Niusiem, Niu, Niczkiem, a i Ogniem bywa też.

Któregoś roku, w zimie byliśmy (ja, mąż, Ognik i Perełka) na wystawie psów w Jarosławiu. Wystawa odbywała się w hali. Przyjechaliśmy dość wcześnie, zajęliśmy miejsce w kącie aby nikt nie deptał nam po nogach i łapach. Rzeczywiście było nam bardzo wygodnie, ale nadszedł czas oceny polskich owczarków nizinnych w ringu. Okazało się, że przybyło wielu ludzi, zrobił się ogromny tłok, od naszego pieczołowicie wybieranego kąta do ringu było dość daleko i żeby wystawić psa trzeba było się przebijać przez tłum zwiedzających. Ustaliliśmy że mąż zostanie na miejscu z manelami, a ja kolejno wystawię oba nasze pieski. Tak zrobiliśmy. Pierwszy, jak zwykle występował Ognik, wygrał psy, mąż już czekał za linami z Perełką, zabrałam ją oddając mu Ognika. Do porównania w rasie było trochę czasu, Perła występowała w klasie młodzieży, Tomek z Ognikiem poszli więc do swojego kąta. Wystawiłam Perełkę (dostała tytuł Zwycięzca Młodzieży), rozejrzałam się i nigdzie nie widząc swojego PON-a przecisnęłam się do naszego miejsca. Tomek zajęty rozmową z jakąś panią nie zorientował się, że nadszedł czas na kolejną wymianę. Ognik leżał wygodnie poza moim zasięgiem. Oddałam mężowi Perłę ze słowami "daj Ognia", na to rozmówczyni męża podała mi zapalniczkę. Ja, zaaferowana, spiesząca się już na kolejne porównanie oddałam zapalniczkę mężowi, wzięłam do ręki smycz z OGNIEM i dopiero po chwili uświadomiłam sobie komizm sytuacji. Spojrzałam na męża, on na mnie i oboje wybuchnęliśmy śmiechem, a zdumione spojrzenie sprawczyni naszej wesołości jeszcze bardziej nas rozbawiło. Roześmiana oddaliłam się w kierunku ringu, Tomkowi pozostawiając wyjaśnianie różnicy między "ogniem" a "OGNIEM".